wtorek, 19 września 2017

Zupa - krem z fenkuła i marchewki


Chyba zostanę specjalistą od zup - kremów. Nie wiem, który to już eksperyment w tym temacie, ale wiem, że znów wpadłam na przepis, który zagości u nas na dobre! Pomijając obłędny smak, danie broni się banalnym wykonaniem i małą ilością składników! Spróbujcie sami, wszak przed nami dni coraz chłodniejsze, a zatem rozgrzewające dania jak najmilej widziane!


Potrzebne są: 
3 średnie fenkuły 
6 marchewek
1 czerwona cebula
oliwa
sól
pieprz
bulion warzywny
do podania: grzanki, parmezan, nasiona czy co kto lubi


Cebulę siekamy i podsmażamy na oliwie w sporym garnku o grubym dnie. Kiedy cebula się zeszkli, dodajemy pokrojoną w pół talarki marchewkę i w drobne kawałki fenkuła. Chwilę wszystko razem podsmażamy, po czym zalewamy bulionem warzywnym na tyle, by warzywa ledwo się pokryły. Gotujemy wszystko około pół godziny, tyle ile potrzeba by marchewka i fenkuł zmiękły. Następnie wszystko miksujemy na jednolity krem i zaraz podajemy. Tak jak wyżej wspomniałam, możemy udekorować wg gustu: grzankami jak u mnie, parmezanem, nasionami czy orzeszkami… 


Powinnam jeszcze wspomnieć, że jeśli chcecie mieć zupę na dwa razy, a macie w domu wielbicieli takich kremów, lepiej zwiększyć ilości składników. U nas gar został opróżniony za jednym przysiadem!

MARCHEWKA to po włosku CAROTA

poniedziałek, 18 września 2017

Pulpeciki z kalafiora


Zakochałam się w tym przepisie do szaleństwa! Na pewno wejdzie do stałego menu w Kamiennym Domu! Po pierwsze uwielbiamy kalafiora! Po drugie chciało nam się czegoś … czegoś … czegoś innego! I oto mamy pieczone pulpeciki tak pyszne, że nawet powściągliwy w komplementowaniu Mikołaj nie mógł się ich nachwalić. Pulpeciki mogą być daniem samym w sobie, dodatkiem albo przystawką, mogą też być doskonałym sposobem na podanie warzyw kapryśnym maluchom. Akurat tego problemu ja sama nigdy nie miałam, bo moje "dzieci" od zawsze są bardzo "warzywnożerne", a do tego kalafior jest na liście ulubionych, więc cała blacha zniknęła w moment.
Spróbujcie sami!


Potrzebne są:
1 średni kalafior
2 jajka
kilka łyżek tartej bułki
mały pęczek natki
pół kubeczka startego pecorino
pół kubeczka startego parmezanu
sól 
pieprz


Kalafiora podzielić na kilka kawałków (nie za drobno!) i najlepiej ugotować na parze, choć ja mojego ugotowałam tradycyjnie w osolonej wodzie. Odcedzić dobrze i wystudzić na sitku. Następnie przełożyć do większej miski i rozgnieść go dokładnie widelcem. Do kalafiora dodać następnie 1 jajko, posiekaną natkę, starte sery, pieprz, sól (jeśli trzeba) i ok 2 - 3 łyżki tartej bułki. Wszystko dokładnie wymieszać, a gdyby było za rzadkie dodać jeszcze odrobinę bułki, tylko bez przesady - masa nie ma być bardzo ścisła!! 


Następnie ulepić kuleczki wielkości piłeczek pingpongowych - tu można wykorzystać pomoc młodszych. Każdą z nich obtoczyć w roztrzepanym jajku i następnie w bułce. Ułożyć wszystkie na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i piec około 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni na termoobiegu. Można też pulpeciki usmażyć na oleju, ale ja zdecydowanie wolę "zdrowszą" wersję. 
Potem to już tylko zajadać i palce lizać! Można pulpeciki serwować z różnymi salsami, wędlinami i świeżymi warzywami.  


 PULPECIKI to po włosku POLPETTE

czwartek, 14 września 2017

Zupa z czerwonej soczewicy z kapustą włoską


Niby za oknem jeszcze lato, ale tak jak ostatnio pisałam menu powoli, powoli zaczyna się zmieniać. Może w Toskanii jeszcze nie czas na rozgrzewające zupy, ale myślę, że u niektórych z Was już może się przydać. Tym bardziej, że dzisiejsza propozycja to przede wszystkim - samo zdrowie i u nas pełen gar zniknął za jednym rodzinnym przysiadem.


Potrzebne są:
2 marchewki
2 ziemniaki
1 łodyga selera naciowego
pół czerwonej cebuli albo jedna mała
pół główki włoskiej kapusty
300 g czerwonej soczewicy
bulion warzywny
sól, pieprz, oliwa


Soczewicę moczymy przez kilka godzin - u mnie wystarczyły 4.
Cebulę, marchewkę i selera kroimy drobno i podsmażamy na oliwie w garnku o grubym dnie. Po kilku minutach dodajemy również pokrojone w kostkę ziemniaki i odsączoną soczewicę. Dalej wszystko podsmażamy mieszając przy tym często. 


Na koniec dodajemy też pokrojoną dość grubo kapustę. Zalewamy wszystko bulionem, ale tylko tyle, by warzywa prawie całkiem się przykryły. Gotujemy na wolnym ogniu około 40 minut - do miękkości. Następnie odkładamy dwie chochle zupy, najlepiej z kapustą, a pozostałą część miksujemy. Mieszamy znów wszystko razem i zaraz podajemy. Można posypać parmezanem, świeżo zmielonym pieprzem, zajadać z chlebem lub bez - jak kto lubi. Smakuje genialnie! 


WŁOSKA KAPUSTA to po włosku VERZA

poniedziałek, 11 września 2017

Sałatka z pora, pomarańczy i wędzonego śledzia



Może będzie to propozycja bardziej na zimę, wszak sama jadłam to danie pierwszy raz w noc sylwestrową, jednak jakby nie było lato walizki ma już prawie spakowane więc i menu można zacząć nieco modyfikować. 
Myślę, że będzie to świetna propozycja na niejedno przyjęcie i alternatywa dla tradycyjnych wersji sałatki śledziowej.


Potrzebne są:
3 wędzone śledzie
2 pomarańcze
1 średni por
oliwa 
pieprz


Pora kroimy na cieniutkie talarki lub pół talarki, 1,5 pomarańczy obieramy starannie, starając się pozbyć jak najwięcej białych włókien i kroimy tak jak na zdjęciu wyżej - w drobne ćwiartko - plasterki. Kroimy również śledzie w paseczki lub jak kto woli. Wszystko razem starannie mieszamy i doprawiamy sokiem z wyciśniętej połowy pomarańczy, oliwą i pieprzem. Wędzony śledź jest bardzo słony, więc sól raczej nie będzie potrzebna.


Najlepiej przygotować sałatkę na kilka godzin przed podaniem, idealnie nawet dzień wcześniej, w ten sposób wszystkie smaki się przegryzą, a por zmięknie i zamarynuje. 
Spróbujcie!

ŚLEDŹ to po włosku ARINGA

niedziela, 13 sierpnia 2017

Zapiekane bakłażany czyli - melanzane gratinate


Na przekąskę, na obiad, jako dodatek … le melanzane gratinate - czyli zapiekane bakłażany. Kolejny eksperyment kulinarny zakończony sukcesem. Sukces naprawdę imponujący, bo cała brytfanka została w mig opróżniona, nawet jeśli - o zgrozo! - zapowiedziałam poczęstować Gości. Nie pozostaje mi nic innego, jak powtórzyć sukces - może na zbliżające się Ferragosto? 


 Potrzebne są (proporcje podawane "na oko"):
Dwa bakłażany (idealne takie jak na zdjęciu)
ząbek czosnku
kilka łyżek bułki tartej
spora garść pomidorków koktajlowych
mały pęczek natki pietruszki
pół kubka startego grana padano
oliwa, sól, pieprz 


Bakłażany kroimy na plastry, polewamy oliwą, posypujemy solą, pieprzem, mieszamy i na chwilę odstawiamy. Następnie do innej miski wrzucamy rozgnieciony ząbek czosnku, posiekane drobno pomidorki i natkę, dodajemy starty ser, bułkę, oliwę sól, pieprz i dokładnie mieszamy. 


Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia układamy plastry bakłażana i na nich przygotowaną masę do zapiekania. Skrapiamy jeszcze oliwą, posypujemy solą i zaraz wkładamy bakłażany do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na 20 minut, ostatnie pięć z opiekaniem od góry (ale niekoniecznie). Cudowny obłęd na podniebieniu!


niedziela, 6 sierpnia 2017

Friggitelli z patelni z pini i bułką tartą


Szczerze mówiąc nie jestem pewna czy ta odmiana papryki jest dostępna w Polsce i innych krajach. Ja poznałam ją dopiero tutaj. W Italii najczęściej podawana jest "z patelni" i według mnie, zwłaszcza, że papryka to jedno z naszych ulubionych warzyw jest doskonałą propozycją na lekki, letni obiad albo jako dodatek do mięsa. 


Potrzebne są: 
około 1 kg papryczek "friggitelli"
1 świeża cebulka tropea (albo szalotka)
garść orzeszków pini
 3 łyżki bułki tartej
oliwa, sól, pieprz


Cebulę posiekać w piórka albo jak kto lubi i podsmażyć chwilę na oliwie. Papryczki oczyścić, odcinając szypułkę i wyciągając nasiona, umyć, dobrze osuszyć i wrzucić na patelnię do cebuli. Przykryć i zostawić na ogniu na około 25 minut, mieszając często i podlewając od czasu do czasu wodą, tak by się nie przypaliła. Po tym czasie powinna być już miękka, doprawić więc solą i pieprzem, a na osobnej patelni podsmażyć na oliwie pini i bułkę tartą, po czym dodać je do papryki. Dobrze wszystko wymieszać i zaraz podawać. 


PATELNIA to po włosku PADELLA

piątek, 4 sierpnia 2017

Pasta fredda z mozzarellą, rukolą i smażoną cuknią


Italia tkwi w palących objęciach Lucyfera. Termometrom zaczyna brakować skali. Każdy myśli tylko o chłodzie i o wodzie. Jedzenie w ciągu dnia jest byle jakie, bo nikt nie ma ochoty na włączanie palników gazowych. W takie dni idealnie sprawdza się niezawodna pasta fredda, nawet jeśli makaron niestety trzeba ugotować. Zazwyczaj jadamy zimny makaron w wersji caprese, ale tym razem postanowiłam coś udziwnić, aby monotonia nie wdarła się na nasz letni stół. Uważam, że danie jest świetną propozycją na letnie przyjęcie w ogrodzie, na letni obiad, czy kolację albo do piknikowego koszyka. Spróbujcie sami!


Potrzebne są:
4 małe młode cukinie
pęczek rukoli
4 mięsiste pomidory
kilka listków bazylii
paczka krótkiego makaronu
małe kuleczki mozzarelli (bądź tradycyjna kula pokrojona w kostkę)
oliwa, sól, pieprz, balsamico


Makaron ugotować al dente i wystudzić. Następnie cukinię pokroić w drobną kostkę i podsmażyć na odrobinie oliwy na lekko złoty kolor. Posiekać rukolę i bazylię, pokroić pomidory, dodać oliwę, sól i pieprz do smaku i wszystko razem wymieszać z makaronem… Na wierzchu ułożyć kawałki mozzarelli i gotowe. Kto lubi może swoją porcję skropić octem balsamicznym. To danie na pewno jeszcze nie raz zagości na naszym stole! Smacznego! 


 ZIMNA to znaczy FREDDA


Drukuj